Po 26 godzinach ciezkiej podrozy dotarlismy wreszcie do stolicy Nepalu- Kathmandu. Wszystko ukladalo sie jak po grudzie. Nawet przed samym wyjazdem z Rabki zalamal sie pod ciezarem sniegu wielki konar na debie i spadl do ogrodka i czesciowo na linie energetyczna. Taksowka nie mogla do nas dojechac, wiec z wielkimi plecakami w sniegu schodzimy na nogach do przejezdnej ulicy skad mozemy wreszcie jechac.
Po drodze naszej towarzyszce Jance linie lotnicze zgubily plecak .Nie wiadomo czy go odzyska.
W Kathmandu nasz szef agencji trekingowej- Niru , tez spoznil sie na lotnisko. Oczywiscie w Kathmandu sa wielkie korki. Niru przywital nas naszyjnikami z kwiatow.Chyba z godzine przebijamy sie jego wypasionym samochodem do hotelu. Zmeczeni jestesmy tragicznie.
Mala drzemka stawia nas na nogi. Wieczorem uzgadniamy z Niru i przewodnikiem - Tibi szczegoly trekingu wokol Manaslu , a pozniej idziemy cala nasza grupka / 6 osob/ na kolacje do restauracji. Thamel nasza dzielnica w Kathmandu coraz bardziej halasliwa i uciazliwa, dobrze ze tak szybko zaczynamy treking.
17.10.09
Po glebokim odsypianiu podrozy, rano/ okolo 9 / wstajemy, idziemy na sniadanie. W Kathmandu
widoczna jest coraz wieksza europeizacja / niestety /.Zauwazamy sporo restauracji typu Fast Food. Idziemy przepakowywac nasz bagaz i jutro na treking. Wiec odezwiemy sie chyba dopiero za 20 dni.
piątek, 16 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
