poniedziałek, 9 listopada 2009

Dalszy ciąg treku

Po trzech dniach opuszczamy główną dolinę i wchodzimy do doliny Tsum.Jest to dziki teren, niewielu turystów zapuszcza się tutaj.Przepiękna dzika przyroda , wioski jak ze średniowiecza, kamienne domy, brak pradu,ale ludzie pogodni i przychylni.Podrodze mijamy kilka klasztorów / w tym rejonie panuje głównie buddyzm/,W jednym z klasztorów jest około 100 mniszek. Wchodzimy już na większe wysokości więc jest coraz zimniej szczególnie jak zajdzie słońce.
Nasz normalny dzień ma nastepujący porządek : rano pobudka około 6 lub 7 gorącą herbatą, pózniej ciepła woda w misce do umycia i śniadanie. Zazwyczaj owsianka i w róznej postaci jajka, tosty i duzo picia.Nastepnie pakujemy się, trwa to wszystko od pobudki około 1,5 g.I wychodzimy z plecakami podręcznymi na trasę- resztę zbiera załoga.Idziemy w ciągu dnia około 7-8 godz, dodatkowo jeszcze przerwa na lunch, lub mamy pakiety śniadaniowe.Po przyjsciu do celu załoga rozstawia namioty i około 18 jemy obiad- bardzo obfity, oczywiście bez mięsa, jakaś zupa, ziemniaki i warzywa w postaci tutejszego zielska.Po 10 dniach docieramy do końca doliny Tsum na wysokość około 3600m npm .Robimy jednodniową wycieczkę na wysokość 4 tys w kier granicy z Tybetem.
Nastepnie wracamy tą samą doliną do głównej trasy wokół Manaslu.
Tu już spotykamy więcej turystów, między innymi 5 osobową grupę z Rosji.
Po trzecj dniach wkraczamy w rejon gdzie pojawiają się juz 8 tysięczne szczyty- przede wszystkim Manaslu.Zdązamy w kierunku przełęczy Larkia Pass na wysokości 5130m npm.
Widoki Manaslu są fantastyczne, robimy dużo zdjęć, pogoda cały czas fantastycznie dopisuje.
Niestety robi się coraz zimniej , szczególnie po zachodzie słóńca , wkładamy juz puchówki.
Trud podejścia coraz wiekszy / duza wysokość/.W jednej z wiosek przed przełęczą sensacja- zakładają telefon satelitarny.Obserwuje to cała wioska+ turyści.
W wiosce Sando wchodzimy w ramach aklimatyzacji na szczyt Sando Pik o wysokości około 5tys.
Widoki fantastyczne, ale na górze niesamowity wiatr i zmrozony śnieg.
Ostatni obóz przed przełęczą mamy na wysokości 4500, bardzo żle spimy.
Wyjscie na przełęcz o godzinie 4 rano, jest ciemno i zimno, idziemy z czołówkami.
Mamy podejscia około 700m , co na tej wysokości jest duza trudnoscią.
Na przełęćz docieramy o 9 godz.Jest piękne słóńce i bezwietrznie,trochę zdjęć i schodzimy na dół.
Niestety nie jest to łatwiejsze bo stok jest stromy i oblodzony.Jednemu z tragarzy spadł kosz postromym zboczu- bo niestety szedł tylko w klapkach.Do obozu docieramy około 16, to był długi i trudny dzień.
Miejsce kampingu przepiękne, otoczone ośniezonymi szczytami.Jesteśmy wykończeni , ale przełęcz zdobyta.
Następnego dnia schodzimy moreną lodowca,następnie bajkowym lasem, potem usuwiskami
nad rzeką , póznym wieczorem docieramy do miejsowości Daraphani na skrzyzowaniu szlaków Manaslu i Annapurny.Tu nocujemy w hotelu.
Jeszcze jeden dzień schodzimy na nogach okropnym odcinkiem, poniewaz budują nowa drogę, aby dotrzeć do miejcsa ostatniego noclegu.Tu mamy wieczór pozegnalny z kurczakiem i tortem.
Załoga dostaje od nas gratisy w postaci pieniędzy.
Nastepnego dnia docieramy do miejsca gdzie zabiera nas dzip do Kathmandu- poczatkowo jedzie nim 17 osób i cały nas sprzęt.Droga strasznie wyboista-co wywołuje ciagłe okrzyki strachu, ale młody kierowca prowadzi bardzo pewnie.
Po około 10 godz jazdy docieramy do zasmrodzonego Kathmandu-KONIEC TREKINGU.
W Kathmandu mamy jeszcze pozegnalny wieczór z Niru/ szef agencji trekingowej/ i Rosjanami.
11.11 wylatujemy do Delhi.

1 komentarz:

  1. No hejka globtroterzy!
    Kurcze czemu mnie tak pogięło w tym roku,taaaka
    trasa i wypizdów !!!A ja mogę tylko komentować
    zdjęcia,i mnie normalnie skręca o zazdrości nie
    wspomnę.Super trasa z tego co widziałem na zdjęciach i wyrypek trochę,dobrze że Wam się udało
    zrealizować część swoich planów,pozdrawiam bardzo
    serdecznie i udanego penetrowania Indii-Jasiek.

    OdpowiedzUsuń