Do Bikaneru wiodła ns trasa około 300km dobrą szosą przez tereny pustynne.Bikaner to duże około 500tys miasto- zwane czerwonym ze względu na kolor piaskowca , z którego zbudowana jest wiekszość domów..Starówka okazała sie brudna i zaniedbana.Fort i pałac są też niezbyt okazałe, ale pałac wewnątrz jest bardzo ciekawy.Ma dużo bardzo dekoracyjnych sal.- zdobionych malowidłami i ceramiką.Spędzamy tu Sylwestra i Nowy Rok ,kolacja z dawno niejedzonego kurczaka i piwo kończy stary rok 2009. Nastepnego dnia wybieramy się na ostatni dzień Camel Festiwal na pustynię. Impreza jest wielką atrakcją zwłaszcza dla okolicznych mieszkańców, /turystów było raptem parę osób/. Na miejscu oglądamy masę barwnie przystrojonych wielbłądów. Są też występy lokalnych grajków.Niestety wyścigów już nie oglądamy, ponieważ odbyły się w poprzednie dni.Ciekawe jest oglądać zachowanie tych prostych ludzi/ okoliczne maleńkie wsie/.Wracamy do Bikaneru przed zmrokiem , ponieważ Hindusi jeżdżą na długich światłach i jest to bardzo niebezpieczne.
2.01.2010 jedziemy w rejon Shekhawati do miesteczka Mandawa, rejon znany jest z malowanych "havel"- określane jest to jako radzanska galeria na wolnym powietrzu.
Wiekszość budowli jest bardo zniszczonych i zaniedbanych, ale trafiają się teą perełki.W niektórych urządzone są hotele., które mozna zwiedzać.
Sami śpimy na "ranczo' poza miastem.
Nastepnego dnia zaskoczenie pada deszcz na pustyni-mżył cały dzień, a mieliśmy się opalać..Pojechaliśmy ze znajomym naszego kierowcy kanadyjskim Hindusem na poszukiwanie pałacu w miejscowości Menthsa. Był to juz prawdziwy koniec swiata , pałac okazał się duży ale bardzo zniszczony, mieszka w nim syn maharadży, parę pomieszczeń udostępnionych jest jako hotel.Hindusi pojechali tam po prostu kupić / znany podobno w całych Indiach/ bimber, coś podobnego do uzi- oczywiście jest to nielegalne.My tylko spróbowaliśmy.Wieczorem w restauracji zamówiliśmy obiad, miał być za pół godziny,po 1,5godz oczekiwania zrezygnowaliśmy- takie są Indie.
Jutro jedziemy do stolicy Rajastanu Jaipuru.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz